Przejdź do głównej zawartości

[PRZEDPREMIEROWO] "Evvie zaczyna od nowa" L. Holmes





Wyd. Znak litera nova, 2020 
Ilość stron: 394 
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska

   Witam się późnym wieczorem i #bookmorning czytającym mnie rano 💛 Ostatnio miałam ochotę na coś lżejszego na lato. Kiedy więc wydawnictwo Znak zaproponowało mi komedię romanyczną nie wahałam się ani chwili. Czy jednak dostałam to, czego oczekiwałam? Niekoniecznie... Nie chcę za bardzo pastwić się nad tą książką, bo jednak jest to debiut, a po drugie nikt nie mówił, że będzie to opowieść ambitna. Mimo wszystko po serii litera nova zawsze spodziewam się czegoś więcej. Do tego niestety jak na komedię powieść okazała się nieszczególnie zabawna. Żarty trochę ma siłę i kompletnie nie w moim stylu... 
    Co do fabuły: jest oczywiście tytułowa Evvie, kobieta uwikłana w pozornie szczęśliwe małżeństwo, którą poznajemy w momencie ucieczki od męża. Niestety jeden telefon niweczy jej plany. Jest też Dean, sławny i przystojny (a jakże) baseballista, którego kariera niespodziewanie staje pod znakiem zapytania. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, chciałoby się rzec, czyli motyw dość klasyczny. Los krzyżuje ich ścieżki i nietrudno się domyślić, co może się wydarzyć.
    "Evvie zaczyna od nowa" to bardzo przyjemna opowieść w sam raz na plażę. Jeśli nie oczekujemy zbyt wiele, będziemy dobrze się bawić spędzając z nimi czas. Szczerze polubiłam Deana, nieszczególnie przyjaciela naszych bohaterów- Andy'ego, co do Eveleth miałam mieszane odczucia w zależności od rozwoju wydarzeń, nie zawsze rozumiałam jej zachowanie. Holmes stworzyła także kilka bardzo przyjemnych postaci drugoplanowych, akcję umieściła w małym miasteczku z wszelkimi jego wadami i zaletami, wypadło to bardzo autentycznie. Poruszyła także ważny wątek przemocy psychicznej, którą bardzo łatwo ukryć nawet przed najbliższymi, za co autorka ma u mnie duże brawa.
   Podsumowując, mam dość mieszane uczucia co do tej powieści, może oczekiwałam zbyt wiele... Premiera już 15 lipca, więc sami będziecie mogli się przekonać, czy to książka dla Was.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bookieterka "w gościach"

      Kochani, "wystąpiłam" gościnnie na blogu Karoliny- Książki dobre jak czekolada :) jeśli macie ochotę zajrzeć, poniżej znajdziecie link. Moje świąteczne polecajki znajdziecie pod pierwszym wpisem 😊 mam nadzieję, że Wam się spodoba ❤️ http://www.ksiazkidobrejakczekolada.pl/2019/11/czytelnicy-polecaja-swiateczne-ksiazki13.html?m=1

A. P. Fiedler "Maluchem przez Afrykę"

Wyd. Muza SA, 2016 Ilość stron : 380       Po ciężkich tematach z "Białej gorączki", dziś pora na dużo bardziej optymistyczną, słoneczną pozycję. Podróż po bezdrożach Czarnego Lądu jest nie lada wyzwaniem i przygodą. Wyobraźmy sobie jednak taką podróż za kierownicą małego fiata! To dopiero wyczyn! A dokonał go autor naszej dzisiejszej książki.        Arkady Paweł Fiedler to wnuk znanego podróżnika Arkadego Fiedlera. A takie nazwisko zobowiązuje, więc pewnego dnia nasz autor również poczuł zew przygody. Postanowił podążyć śladami dziadka - do Afryki, jednak w odróżnieniu od niego, zaplanował trasę wiodącą wschodnim krańcem kontynentu. "Maluchem przez Afrykę" to chronologiczny zapis zarówno podróży jak i przygotowań do niej. Ta optymistyczna opowieść o radościach i trudach pokonywanych dzień za dniem odcinków napisana jest dość prostym językiem. Nie znajdziemy tu wyszukanej narracji, znajdziemy za to szczere emocje, pot, kurz i obolałe mięśni...

J. Steinbeck "Grona gniewu"

Wyd. Prószyński i S-ka, 2012 Ilość stron: 670 Tłumaczenie: Alfred Liebfeld       Book morning mole książkowe 🍁 Na pewno nie zaskoczę Was tym, że lubię powieści Steinbecka 😉 Do tej pory pierwsze miejsce na podium zajmowało opowiadanie "Myszy i ludzie". Ku mojemu zaskoczeniu "Grona gniewu" zastąpiły je na nim bezapelacyjnie! Choć to niezłe, bo prawie 700 stronicowe tomiszcze, czyta się błyskawicznie. Niestety kac książkowy już tak błyskawicznie nie mija...       John złamał mi serducho na milion kawałków... "Grona gniewu" to historia rodziny Joadów, drobnych rolników z Oklahomy, którzy na skutek rządowych działań stracili ziemię i zostali zmuszeni do długiej podróży do Kalifornii, gdzie rzekomo praca i pieniądze leżą na ulicy. Joadowie to jedna z dziesiątek tysięcy rodzin w takiej sytuacji. Wyobraźcie sobie teraz, że nagle większość populacji stanu zaczyna migrować spotykając się z jawną wrogością wszelkich napotkanych po drodze ludzi.   ...

M. Wasielewski "Jutro przypłynie królowa"

Wyd. Czarne, 2013 Ilość stron : 164      Krótki reportaż, teoretycznie na jeden wieczór. A w praktyce... trawiłam go przez kilka dni, naprawdę mocna rzecz...      Jest na Pacyfiku taka mała wysepka, niegdyś bezludna, wyspeka pełna życia, wręcz kipiąca roślinnością. Po buncie na pokładzie statku "Bounty " osiedliło się na niej kilku marynarzy wraz z kobietami z Tahiti. Dzisiejsi mieszkańcy (ok 50 osób) to potomkowie pierwszych osadników. Żyją we wspólnocie, którą zwą komuną.  Każdy wyspiarz jest ważny, ma swoje zadania do wykonania, dba o wspólne dobro. Ludzie ci żyją praktycznie odcięci od świata zewnętrznego, bo cóż to jest za kontakt ze światem, gdy statek zawija w okolice wyspy co kilka miesięcy? Poza tymi rzadkimi przypadkami nie sposób dostrzec żadnej jednostki na bezkresie oceanu. W takim położeniu jest się zdanym jedynie na współmieszkańców.       Świat postrzega Pitcairn jako raj na ziemi. Nie ma tam przestępczości, n...

A. Owczarski "Droga 66. Droga Matka"

Wyd. Edipresse, 2019 Ilość stron: 232       Book morning ❄️ Mam dziś dla Was kolejną książkową propozycję, jest to świeżynka z tego roku, ale w ogóle o niej nie słyszałam.       Artur Owczarski wybrał się w podróż najsłynniejszą chyba drogą na świecie, czyli amerykańską Road 66. Trasa ta startuje w Chicago i prowadzi nad Ocean Spokojny, do Kalifornii - Los Angeles i Santa Monica. Krótki rys historyczny zamieszczony przez autora okazał się doskonałym uzupełnieniem czytanych przeze mnie ostatnio " Gron gniewu ".       Owczarski odbył swoją podróż w zeszłym roku, dlatego też wszelkie zawarte w tekście informacje są stosunkowo świeże. A co do samej książki, to wydana jest przecudownie! Zawiera tak dużo zdjęć, że można ją podciągnąć pod kategorię albumu, tym samym moje wieczne marudzenie o zbyt małą ilość zdjęć w książkach podróżniczych zostało zaspokojone 😍 Siłą rzeczy, gdy fotografie zajmują tak dużo miejsca, tekstu jest stosunkowo ...